Materiały do przeczytania dla Rodziców dzieci komunijnych - 2020 r.

Katecheza - 1.

 

Msza Św. jako spotkanie z żywym Chrystusem.

Wstęp

Sakrament Eucharystii to akt największego szaleństwa miłości ze strony Jezusa. Został żywy i prawdziwy pod postaciami chleba i wina z nami i dla nas - jako pokarm, ale i coś więcej - jako towarzysz naszej ziemskiej wędrówki.

Zadziwiające jest, że człowiek zatracił wrażliwość na ten największy dar. Ten, kto żyje pełnią życia chrześcijańskie­go, nie wyobraża sobie życia bez Mszy Św. Jest gotów znieść największe trudności, byleby tylko uczestniczyć w Eucharystii. W wielu przypadkach brak pełnego uczestnictwa we Mszy Św. i jej lekceważenie wynika z braku świadomości tego, czym jest Msza Św. i co się tak naprawdę w niej dokonuje.

Wszyscy mamy świadomość trudności w przeżywaniu Eucharystii występujących u wielu osób, nawet gorliwych katolików. Nie wiedzą, jak w tym misterium uczestniczyć. Te trudności często wynikają z nie rozumienia, czym jest Msza św., jak należy na nią patrzeć, aby nie zatracić jej znaczenia dla rozwoju życia duchowego i wiary. Dlatego należy ciągle na nowo sobie przypominać i rozważać misterium Eucharystii.

W naszych rozważaniach odwołamy się do prywatnych objawień, jakie miała o Mszy Św. współczesna boliwijska styg­matyczka i mistyczka - Catalina Rivas. W Uroczystość Zwiastowania Pańskiego w 1994 r., gdy uczestniczyła we Mszy Św. w katedrze w Boliwii, objawił się jej Pan Jezus i Matka Boża, i prowadząc ją, jakby za rękę, odkrywali przed nią tajemnicę Mszy Św. Te objawienia były drukowane w cza­sopiśmie "Miłujcie się" z 2004 r. Są to objawienia prywatne, Kościół nie wypowiedział się oficjalnie o ich prawdziwości. Jednakże biskupi, którzy je czytali stwierdzili, że nie ma w nich nic, co byłoby sprzeczne z przesłaniem Ewangelii. War­to w swoim przeżywaniu Mszy Św. do nich się odwoływać.

Sakrament Eucharystii

Komunia Święta, Najświętszy Sakrament, to nazwy używane na określenie obecności Jezusa pod postacią chleba i wina. To niesamowite, że Jezus - Syn Boży, który cały wszechświat przenika mieści się żywy i prawdziwy w kruszy­nie chleba. Staje się obecny w Eucharystii na słowa konsekracji wypowiedziane przez kapłana w czasie Mszy Św.

Gdy dwoje bliskich sobie osób żegna się ze sobą z po­wodu czasowego rozstania, to wymienia swoje zdjęcia, dzwoni do siebie, wysyła smsy. W ten sposób ci ludzie próbują zapełnić pustkę z powodu braku bliskiej osoby. Pan Jezus poszedł dalej. Nie zostawił nam numeru telefonu, nie wysyła do nas smsów, zdjęcia, wizerunku (choć odkryto w ostatnim czasie cudowne oblicze Jezusa na całunie z Manopello - pisze o tym Paul Bade w książce "Cudowne oblicze"). Został żywy i prawdziwy w Eucharystii. Chce, żebyśmy nie czuli się samotni. Chce być z nami, nie tylko jako pokarm niezbędny dla życia wiecznego, ale jako nasz przyjaciel, brat, przewodnik na drogach naszego życia. Jezus chce uczestniczyć w naszym życiu, każdego dnia razem z nami chce podejmować krzyż naszej codzienności, dodawać nam sił i mocy do dobrego życia. Doskonale ilustruje to następująca legenda.

W średniowieczu, pewien duński król, przed śmiercią sporządził testament. Chciał, aby po śmierci wyjęto z jego piersi serce, zawieziono je do Ziemi Świętej i złożono przy grobie Pana Jezusa. Gdy zmarł, spełniono wolę króla. Wyjęto serce z martwego ciała, włożono do złotej szkatuły. Wybrano najdziel­niejszego rycerza, który miał zawieźć serce króla do Jerozolimy. Ruszył odważny rycerz w drogę, ale im bardziej oddalał się od swojego rodzinnego domu, tym większa tęsknota go ogarniała za rodziną, ojczyzną. Pomyślał sobie, że skoro jedzie sam, to nikt się nie dowie, czy dojechał do Jerozolimy, czy też nie. Postanowił zatem zakopać szkatułę z sercem tam, gdzie stał, wrócić do domu i wszystkim powiedzieć, że zadanie wypełnił. Gdy tak pomyślał i już zaczął się zatrzymywać, żeby zrobić to, co zaplanował, usłyszał dziwny szmer dochodzący ze szkatuły, którą miał przymocowaną na piersi. Zdjął ją, przyłożył do niej ucho i o dziwo, usłyszał, że to martwe serce króla zaczęło bić. Zrobiło mu się natychmiast raźniej, że nie jest sam, a jednocześnie bardzo głupio wobec króla, że się tak załamał. Zawstydził się własnego tchórzostwa. W siadł na konia i ruszył dalej. Gdy było mu ciężko, wtedy przykładał ucho do szkatuły i wsłuchiwał się w bicie królewskiego serca. Dotarł wreszcie do celu swej wyprawy. Złożył serce królewskie koło grobu Pana Jezusa, ale w drodze powrotnej bardzo mu go brakowało.

To tylko legenda. Pokazuje jednak rolę, którą Pan Jezus w Eucharystii chce pełnić w naszym życiu. Chce nam towa­rzyszyć, dzielić z nami nasze trudności i radości, dodawać nam otuchy, wspierać na drogach naszego życia i wskazywać właściwy kierunek naszej ziemskiej wędrówki. Dlatego też jest obecny w tabernakulum każdego kościoła i kaplicy, żebyśmy mogli jak najłatwiej Go spotkać.

Jest czymś normalnym, że często przyjmujemy Komu­nię Św., nawiedzamy Najświętszy Sakrament i jesteśmy tak oswojeni z obecnością Pana Jezusa w Eucharystii, że o Niej zapominamy, przechodzimy obojętnie i nieświadomi tego, czego dotykamy. I czasami trzeba wstrząsu lub znaku niezwy­kłego, żeby z postawą prostego dziecka odkryć na nowo Jego obecność i Nim się zachwycić. Jezus wychodzi nam naprzeciw, przypomina nam o sobie, budzi niepokój sumienia, umacnia wiarę. Jednym z takich niezwykłych znaków dla umocnienia naszej wiary i uświadomienia nam czego dotykamy w czasie Mszy Św. są cuda eucharystyczne. Na przestrzeni dwu tysiącletniej historii Kościoła takich cudów wydarzyło się wiele. Na początku lat dziewięćdziesiątych ukazała się w języku polskim książka amerykańskiej pisarki Joan Caroll Cruz "Cuda eucharystyczne i eucharystyczne zjawiska w życiu świętych". W tej książce autorka zebrała i opisała ponad 30 cudów związanych z Eucharystią. Nie są to wszystkie znaki dane nam przez Pana. Jest ich znacznie więcej. Dokonują się i dzisiaj, nie tylko w prze­szłości. Zapoznajmy się przynajmniej z niektórymi z nich.

Cud eucharystyczny w Lanciano

Wydarzenie to miało miejsce w VIII wieku, w małej włoskiej miejscowości - Lanciano, w kościele pod wezwaniem Św. Legocjana. Pewien mnich - Bazylianin, odprawiał Mszę Św. Od pewnego już czasu borykał się z trudnościami w wierze dotyczącymi rzeczywistej obecności Pana Jezusa w Eucha­rystii - pod postaciami chleba i wina. Odprawiając Mszę Św. w tym kościółku prowadził wewnętrzne spory sam ze sobą, czy to możliwe, że Jezus może być żywy i prawdziwy w tak małej kruszynie chleba i w tych kilku kroplach wina w kielichu. Po przeistoczeniu jego oczom ukazał się niezwykły widok - na patenie zamiast białej hostii leżała Hostia zamieniona w ciało. Środek tej Hostii pozostał biały - chlebowy, natomiast obrzeże naokoło, na głębokości 1-2 cm stało się ciałem, tkanką. W tym samym czasie, Krew Pańska (wino w kielichu po konsekracji) zamieniło się w 5 nieregularnych bryłek skrzepów. Kapłan swoją łaską podzielił się z obecnymi w kościele. Wszyscy podchodzili do ołtarza, żeby zobaczyć cud. Wieści o cudownym wydarzeniu rozchodziły się szybko. Do klasztoru przybywali wierni, żeby zobaczyć cud i umacniać swoją wiarę. Choć cud wydarzył się dość dawno, to zarówno Hostia, jak i skrzepnięta Krew jest do dziś zachowana i przechowywana w srebrnej monstrancji.

Zarówno cudowną Hostię, jak i skrzepnięte grudki Krwi poddano badaniom medycznym. Przeprowadził je prof. Odoardo Linoli, specjalista anatomii i histologii patologicznej oraz chemii i mikroskopii klinicznej przy współpracy z prof. Ruggero Bertelli z uniwersytetu w Sienie. Wyniki tych badań były za­skakujące. Ogłoszono je w Lanciano 4 marca 1971 r. Stwierdzono, że ciało znajdujące się w relikwiarzu ma kolor jasnobrunatny. Jest okrągłe - grubsze w części brzegowej, cieńsze bliżej środka, z pustą przestrzenią wewnątrz. Niewielkie bryłki zakrzepłej Krwi mają nieregularne kształty, są pomarszczone i twarde. W czasie badań laboratoryjnych okazało się, że tkanka, w którą zamieniła się cudowna Hostia jest prawdziwym ciałem, a skrzepnięta Krew, w którą zamieniło się wino jest prawdziwą krwią. Ciało jest fragmentem mięśnia sercowego. Świadczą o tym m.in. znalezione komórki układu nerwowego, typowe dla takiej właśnie tkanki. Pusta przestrzeń wewnątrz ciała odpowiada komorze sercowej. Zarówno Ciało i Krew są pochodzenia ludzkiego. Mają tę samą grupę krwi - AB (tę samą grupę krwi odkryto na tzw. "Całunie turyńskim"). Skrzepy Krwi ważą razem 16 gramów. W Krwi odnalezione zostały proteiny w takich stosunkach procentowych, jakie znajdują się w obrazie osoczo­proteinowym normalnej, świeżej krwi. Ponadto odnaleziono także minerały: chlorki, fosfor, magnez, potas, sód i wapń. Ponad wszelką wątpliwość wykluczono możliwość sprepa­rowania cudu (sfałszowania). Gdyby krew została pobrana z martwego organizmu, uległaby rozkładowi. Nie stwierdzono też śladów cięć ostrym narzędziem, co wykluczyło możliwość pobrania tkanki z ciała ludzkiego.

Cudownie przemieniona Hostia i skrzepy Krwi zacho­wały się w doskonałym stanie, choć nie były przechowywane w hermetycznie zamkniętym pojemniku i nie konserwowano ich w żaden sposób. Nie znaleziono żadnych środków konser­wujących, nawet soli. Jest to cud, który Pan Jezus dał nam, by potwierdzić swoją obecność w Eucharystii.

W 1974 r. był w Lanciano przyszły papież - ks. kard. Karol Wojtyła. Po całonocnej modlitwie i adoracji cudownych postaci eucharystycznych, napisał w księdze pamiątkowej: "Spraw, aby­śmy w Ciebie bardziej wierzyli, pokładali nadzieję i miłowali".

Cud w Offida

Offida to małe miasteczko we Włoszech, leżące ok. 200 km na północny wschód od Rzymu. Obecnie mieszka tam ok. 5000 mieszkańców. W XIII w. mieszkała tu ko­bieta o imieniu Ricciarella. Przeżywała bardzo obojętność swego męża - Giacomo. Pragnęła, żeby w jej małżeństwie zapanowała na nowo miłość i zgoda. Ktoś jej poradził, żeby przyniosła do domu z kościoła Komunię Św., ogrzała ją nad ogniem, aż zamieni się w proszek, a następnie dodała ją w sproszkowanej postaci do posiłku mężowi. Jeśli to zrobi, w jej małżeństwie na nowo zagości miłość.

Zdesperowana kobieta posłuchała rady. Przyniosła do domu Komunię Św., położyła ją na płytce i podeszła do ognia. Zaintrygowana, czekała, aż Hostia pod wpływem ognia zamieni się w proszek. Spotkało ją wielkie rozczarowanie i ogarnęło przerażenie, bo oto Hostia zamieniła się we fragment krwawią­cego ciała. Przerażona, zaczęła posypywać płytkę popiołem i polewała ją roztopionym woskiem. Nic to nie dało, bo Hostia nadal była kawałkiem krwawiącego ciała. W wielkim popło­chu ściągnęła ze stołu obrus, owinęła nim krwawiącą Hostię razem z płytką i pobiegła do stajni. Tam wszystko zakopała w gnoju. Trochę się odprężyła licząc, że sprawę ma załatwioną. Okazuje się, że nie na długo. Wieczorem, mąż owej kobiety, gdy wrócił z pracy, wprowadzał konia do stajni. Przed stajnią koń stanął dęba i nie chciał wejść do środka. Nie zmusiło go ani pokrzykiwanie, ani szarpanie. Dopiero straszliwe baty, które posypały się na konia, zmusiły zwierzę do przekroczenia progu stajni. Koń mimo wszystko wchodził do stajni z oporami, bo­kiem, jakby spoglądał w stronę, gdzie w gnoju była zakopana krwawiąca Hostia. Porywczy mąż owej kobiety - Giacomo oskarżył małżonkę, że rzuciła czary na stajnię i konia.

Siedem lat krwawiąca Hostia leżała ukryta w gnoju, w stajni. Wprowadzane do niej konie wchodziły tam z wielkimi oporami - bokiem, z głową zwróconą w stronę tajemniczego miejsca. Kobieta przeżywała każdego dnia straszliwe udręki i wyrzuty sumienia. Nie zaznała szczęścia i spokoju, na które tak bardzo liczyła. W końcu postanowiła przystąpić do sakramentu pokuty i wyznać grzech na spowiedzi.

Spowiedź zaczęła się od płaczu. Kobieta nie mogła wymówić nawet jednego słowa. Kapłan swoją łagodnością i przypominaniem prawdy o nieskończonym miłosierdziu Bo­żym, próbował ją uspokoić i zachęcić do wyznania grzechów. Po pewnym czasie kobieta wykrztusiła prośbę, żeby spowied­nik pomógł jej wyznać swoje grzechy. Zakonnik słuchający spowiedzi zaczął wymieniać wszelkie możliwe wykroczenia przeciwko kolejnym przykazaniom, ale kobieta milczała albo kręciła głową, że to nie jej grzechy. Sfrustrowany kapłan w końcu rzekł: "Wymieniłem wszystkie grzechy ludzkie; nie wiem coś mogła uczynić, chyba że zabiłaś Boga". Kobieta się rozpłakała i wykrzyknęła niemalże "To jest właśnie mój grzech! - Ja zabiłam Boga!" I opowiedziała o swoim czynie. Zakon­nik, zaszokowany tym, co usłyszał, widząc u kobiety skruchę i szczery żal udzielił jej rozgrzeszenia i postanowił odzyskać cudowną Hostię. Udał się do domu owej kobiety ubrany w szaty liturgiczne. Sam odrzucił gnój i śmieci. Jego oczom ukazał się obrus i płytka z Hostią nie nosząca żadnych znamion zanieczyszczenia. Przeniesiono uroczyście cudowną Hostię do klasztoru. Wszyscy zakonnicy jednomyślnie uznali, że cudownie przemieniona Ho­stia powinna być czczona i adorowana. W tym celu zamówiono specjalny relikwiarz w kształcie krzyża u weneckich mistrzów i w nim wystawiono cudownie przemienioną Hostię nad głównym ołtarzem w kościele Św. Augustyna w Offida.

Cud w Santarem (Portugalia)

W XIII wieku w miasteczku Santarem, w Portugalii, żyła pewna kobieta cierpiąca z powodu swojego niewiernego męża. Nie mogła znieść już tej udręki. Zaczęła szukać pomo­cy. Dlatego udała się do wróżki. Ta obiecała pomoc, ale nie za darmo. Wróżka chciała, żeby owa kobieta przyniosła jej z kościoła konsekrowaną Hostię. W czasie Mszy św. przyjęła Komunię św., po czym wyjęła Hostię z ust i ukryła ją pod chustką na głowie. Jednak, gdy tylko wyszła z kościoła, Hostia zaczęła krwawić. Przerażona kobieta zamiast do wróżki, pobiegła do domu. Zakrwawioną chustkę z Hostią ukryła w skrzyni na ubrania. W nocy skrzynia zaczęła promieniować tajemniczym światłem. Zdruzgotana kobieta przyznała się mężowi do swojego postępku. Przerażeni, doczekali oboje świtu. Rankiem pobiegli do kościoła, prosić o pomoc księdza. Ten przeniósł krwawiącą ciągle Hostię do kościoła św. Stefana, gdzie zatopiono ją w wosku. Odtąd świątynię zaczęto nazywać kościołem Cudu Przenajświętszego.

Gdy blisko 20 lat później otwarto tabernakulum, okazało się, że wosk zmienił się w kryształową ampułkę, Hostia zaś nosiła ślady świeżej krwi. Krew jeszcze kilkakrotnie pojawiała się w ampułce. Takie zdarzenie odnotowano w 1276 r., gdy papieżem został Portugalczyk Pedro Juliao (przybrał imię Jan XXI), a następnie - osiem miesięcy później - gdy papież zginął w wyniku runięcia sklepienia pałacu papieskiego. Krew poja­wiła się też później, gdy ampułkę wziął do ręki powątpiewający w prawdziwość cudu patriarcha Lizbony. Władze kościelne potwierdziły autentyczność tego cudu. Do 1974 r. ampułkę z jej cenną zawartością pokazywano publicznie tylko kilka razy w roku, przy okazji uroczystych procesji, m.in. w uroczystość Bożego Ciała. Obecnie wierni mogą adorować cudowną Hostię umieszczoną w kościele Cudu. Zabezpieczona szybą pancerną i systemem alarmowym, może być oglądana z bliska.

Realna obecność Jezusa we Mszy św.

Przez cuda Pan Jezus pomaga nam przyjąć z wiarą pod­stawowe prawdy naszej wiary. Z Eucharystią nierozerwalnie związana jest Msza Św. W niej ogniskuje się całe życie chrześcijańskie. Niedzielna Msza Św. winna być dla nas szczytem, do którego zmierza przeżywanie całego tygodnia, i jednocze­śnie źródłem, z którego wypływa całe życie chrześcijanina w kolejnym tygodniu. Jak przeżywać Mszę Św., żeby dla człowieka była istotnym centrum jego życia?

Na samym początku należy uświadomić sobie, że Msza Św. jest niezwykłym spotkaniem z naszym Panem, Jezusem Chrystusem. Tak, jak w dniu zmartwychwstania Jezus obja­wiał się swoim uczniom, tak samo i nam dzisiaj się objawia. Najpełniejsze objawienie i prawdziwa obecność dokonuje się w czasie Mszy Św., pod pewnymi znakami liturgicznymi.

Pierwszy znak objawiającego się Pana to wspólnota Ludu Bożego, który gromadzi się na sprawowanie Mszy Św. Jezus powiedział, że "gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam Jestem pośród nich" (Mt 18,20). We Mszy Św. ludzie gromadzą się w imię Pana Jezusa. Gdyby nie On, to by ich nie było w kościele. Możemy zatem, zgodnie z powyższymi słowami, być pewni, że Jezus jest pośród ludzi, zebranych na sprawowanie Mszy Św. Przygotowując się zatem do Mszy Św. warto sobie tę obecność Jezusa we wspólnocie uświadomić.

Drugi znak obecności Jezusa to kapłan sprawujący Mszę Św. Ksiądz jest tylko narzędziem. Działa "in persona Christi" (w osobie Chrystusa). Daje Jezusowi swoje ciało - ręce, gło­wę, usta, aby mogła się uobecnić Chrystusowa ofiara na krzy­żu. Msza Św. jest przecież ofiarą Pana Jezusa. Chleb i wino w czasie Mszy Św. stają się Ciałem i Krwią Pana Jezusa, po­mimo tego, że słowa ich przemiany wypowiada ksiądz. Ksiądz jest więc znakiem Chrystusa, co również podkreślają szaty li­turgiczne. Ksiądz, nakładając je, zakrywa samego siebie, swoją prywatność, a zwraca uwagę na Tajemnicę, którą celebruje.

Trzeci znak obecności Pana Jezusa to Słowo Boże, czyta­ne i głoszone w czasie Mszy Św. Liturgia Słowa jest działaniem nauczającego nas Pana Jezusa. To On do nas przemawia przez lektora i przez kapłana. To Słowo jest skierowane do nas, na dzisiejszy dzień i najbliższy czas. Trzeba je zatem z odpowied­nim nastawieniem przyjmować. O znaczeniu Słowa Bożego we Mszy Św. będzie mowa jeszcze w następnym rozdziale.

Czwarty i najpełniejszy znak obecności Jezusa to po­stacie Eucharystii - chleb i wino. Jezus staje się tutaj żywy i prawdziwy dla nas.

Uczestnicząc we Mszy Św. powinniśmy zatem doświad­czyć spotkania z objawiającym się nam, naszym Panem, Je­zusem Chrystusem.

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
70 0.071139812469482